sejny.net - portal społecznościowy
Shoutbox:
login:
hasło:
pamiętaj mnie
Rejestracja


„Sejny – miasteczko cudów” czyli „Chcesz mieć światło, to se kup” | 2011-10-14

Napisane przez ta_jak_jej_tam

Moje podwórko chyba zostało wybrane jako mająca przetrwać wieki żywa legenda PRL-u. Czemu? Już tłumaczę.

Podwórko na moim osiedlu (o ile można to słowo zastosować w odniesieniu do miejsca jakim są Sejny) jest rozmiarów, krótko mówiąc, sporych. Obejmuje dwa małe parki oraz dwa, sorry, trzy place (nie zabaw, bo po co dzieciom z mojego osiedla plac zabaw, takie zwykłe place). W momencie kiedy wszystkie osiedla blokowe w naszym miasteczku są wyłożone ładną kostką brukową, płytą chodnikową bądź czymś równie cywilizowanym, na czym nie łamie się obcasów i nie gubi zębów, na moim podwórku leży cegła pamiętająca czasy kiedy to moja ulica nosiła nazwę Lenina. Wszystko byłoby ok, gdyby ów cegła nie leżała w sposób taki, jakby gdzieś na moim podwórku w przeszłości znalazło miejsce epicentrum trzęsienia ziemi o średniej sile. O sorry, zapomniałam, że kilka lat temu ZGKMWiK („komunala” w potocznych słowach) próbowała poprawić ów stan. Jak? Wygrzebując cegły, uklepując piasek pod spodem i kładąc te same cegły z powrotem. Tadam! Nie ma co, Polak potrafi.

Nie to jednak jest najbardziej frustrujące. Ale to, że jeżeli ktoś by zapragnął wybrać się wieczorem na spacer w okolice mojego bloku musi się uzbroić w:

a) latarkę, tudzież laskę do penetracji terenu przed sobą,

b) telefon z gotowym do wywołania numerem 112.

Powód? Egipskie ciemności zapadające po zmroku. Powód? Brak jakiegokolwiek oświetlenia. Oczywiście znikome źródło światła stanowią żaróweczki nad wejściami do klatek, które choćby nie wiem jak bardzo się starały, nie oświetlą całego osiedla, tym bardziej terenu znajdującego się za i z boku bloków. Zresztą, cudem jest jeżeli ktoś się pofatyguje i je zapali. Jednak czegoś na kształt latarni niestety brak.

W momencie kiedy latem nie stanowi to większego problemu, w porze jesienno-zimowej przyprawia mnie o stan podobny do tego, który osiągał główny bohater „Teksańskiej masakry…” tuż przed rzezią. Wystarczy godzina 19 z minutami wrześniowego dnia, a widoczność równa zeru w połączeniu z podłożem powoduje, że zwykłe przejście przez osiedle jest nie lada wyczynem. Bill Gryls nie powstydziłby się wyzwania… W najlepszym z przypadków potkniesz się 164 razy klnąc przy tym niemiłosiernie, bądź wzywając Pana Boga/Buddę/Allaha (niepotrzebne skreślić). W najgorszym - wyrżniesz twarzą w PRL-owskie cegły gubiąc przy tym uzębienie. Grozi Ci również:

a) złamanie obcasa,

b) skręcenie kostki,

c) niespodziewana kąpiel w kałuży,

d) natchnięcie się na wyrostków właśnie wyrywających słup drogowy z ziemi,

e) natchniecie się na wyrostków bazgrzących sprayem na murze „JP na 100%” tudzież „Kur#a z wioski na literę B”,

f) inne przypadki powodujące uszczerbek na zdrowiu fizycznym lub/i psychicznym bądź/oraz Twoim stanie majątkowym.

Co ciekawe, jakiś czas temu mieszkańców odwiedzał, bądź co bądź, miły dzielnicowy, pytający czy ktoś może nie widział czegoś podejrzanego na naszym osiedlu. A dokładniej? A dokładniej czy ktoś nie zauważył przypadkiem sprawców takich wydarzeń jak: kradzież kilku kompletów felg, celowych zarysowań samochodów, mazania wulgaryzmów na murach, narysowania karykatury Pana Premiera z wymownym napisem, że Pan ten zniszczy nasz kraj, rozbijania butelek… Mimo, iż zdarza mi się przy weekendzie spacerować w kierunku miejsca zamieszkania o dość późnych porach, odpowiadam: „Nie”. Jakiś czas potem staję się jednak świadkiem (właśnie podczas jednego z takich spacerów) wyrwania przez jakiś debili znaku drogowego. Jako, że drugim świadkiem był sąsiad goniący (z aparatem cyfrowym w rękach) uciekających półgłówków, sprawę pozostawiłam jemu.

Ale wracając do tematu dzielnicowego, policjant zaczyna monolog na temat tego jakie to patologiczne jest to osiedle i dlaczego tak się dzieje.

Może dlatego, że jest na nim ciemno jak w dup#e? Za przeproszeniem. Tzn., nie ma żadnego oświetlenia.” – mówię. („A może dlatego, że pełniący dyżur nocny policjanci wolą spać w radiowozach niż patrolować?” – dodaję w myślach.)

A wie Pani, kiedyś był nawet plan zamontowania na tym osiedlu kamer.” – odpowiada przedstawiciel prawa.

„A to ciekawe… Z funkcją noktowizora?” -  ripostuję z przyklejonym do twarzy uśmiechem nr 5 „Lekki sarkazm”.

Po wymianie uprzejmości Pan dzielnicowy pomknął dalej przeprowadzać wywiady. A ja się zastanawiałam, czy omijanie prostych rozwiązań na rzecz tych skomplikowanych jest rzeczą ludzką czy jedynie cechą Polaków…


Może to wszystko nie zirytowałoby mnie aż tak bardzo i olałabym sprawę, gdyby nie fakt mający miejsce w ostatnim czasie. Otóż doszła do mnie radosna nowina, że oto znalazł się wybawiciel zainteresowany sytuacją mroku zapadającego na naszym podwórku po zachodzie słońca, w postaci Pana Dyrektora sejneńskiego szpitala. Pan Dyrektor bowiem na sesji Rady Miasta poruszył temat zapomnianego osiedla, jak doszły mnie słuchy, ze skutkiem pozytywnym podobno. Radości nie było końca. Już snułam plany jak uczcić mającą ogarnąć nas jasność oraz dziękowałam w duchu losowi, że uniknę zbierania podpisów mieszkańców pod ankietą „My też chcemy mieć XXI wiek na swoim osiedlu Droga Rado Miasta”, a tu… ZONK.

Pewnego jesiennego słonecznego dnia wracam do domu, zaglądam do skrzynki, coś leży. „No nie… Pewnie znowu wyborcze śmieci…” myślę. Pisemko jakieś. Nadawca: ZGKMWiK. „Informujemy, iż dnia tego i tego, w tym i tym miejscu odbędzie się zebranie mieszkańców bloku w celu omówienia spornej sprawy zamontowania drzwi w korytarzu piwnicznym bla bla bla oraz oświetlenia przed blokiem bla bla bla. Podpisano ten i ten.” Chwila, oświetlenia? A co tu omawiać? Chyba że umiejscowienie, ok. Dla mnie rybka, oby było. Na spotkanie oczywiście się nie wybrałam. Po pierwsze, wolałam oszczędzić sobie sterczenia na klatce i wysłuchiwania zrzędzenia przedstawicielek Moher Group na temat niezbędności nikomu niepotrzebnych drzwi przedzielających klatkę nr 1 od klatki nr 2 w piwnicy. Po drugie, akurat w porze spotkania emitują mój ulubiony serial. Co do sprawy oświetlenia, przyjęłam, że jeżeli nie chodzi jedynie o umiejscowienie, a o problem czy takowe jest potrzebne, uznałam, że kwestia obroni się sama. O ja naiwna…

O sprawie prawie zapomniałam. Do czasu, gdy ma rodzicielka rzuciła hasło: „Oświetlenia nie będzie”. WHAT?! „No nie będzie oświetlenia.” To już przyjęłam do informacji. Pytanie: czemu? Bo jeżeli mieszkańcy takie chcą, to (uwaga!) muszą sami je sfinansować. (!) Nie wiedziałam czy zacząć się śmiać czy się wkurzyć. Ostatecznie najpierw zrobiłam pierwsze, potem drugie. Informację tą moja mater usłyszała od sąsiadki, która była na spotkaniu. Obrazu dopełnia wypowiedź owej sąsiadki: „Wie (Pani), mi to wszystko jedno z tym światłem, bo ja to wstaję ze słońcem i kładę z księżycem”. A o 5 rano słucham Radio Maryja na cały regulator… Monty Python się chowa.

Wyjaśnienia sprawy do końca nie znam. Zdanie: „Jeśli mieszkańcy chcą, to muszą się zrzucić” mnie nie satysfakcjonuje, więc planuję zebrać dokładniejsze info. A do tego czasu będę spacerować wieczorem po tej PRL-owskiej spuściźnie świecąc pod nogi telefonem, co by nie wpaść do jamy wypełnionej deszczówką zmieszaną z pyłem węgielnym i z zazdrością spoglądać w kierunku pobliskiego osiedla, które niczym Disneyland oświetlone zostało nowiutkimi latarniami na koszt miasta, ba! choinki świąteczne nawet na nich wiszą.

I przy tym wszystkim zapominam o jednym. Przecież na moim osiedlu nie mieszka żaden Radny, więc czego ja, nic nieznacząca istota, wymagam...

 

ta_jak_jej_tam z ul. Lenina



Komentarze:


ta_jak_jej_tam | 2011-10-17

@Struna. Napisanie tekstu, tym bardziej w emocjach (jak wnioskujesz), pochłania mniej wysiłku niż mogłoby Ci się wydawać. Co do sprawy, od momentu kiedy powstał tekst, do czasu pojawienia się Twojego komentarza, dowiedziałam się mniej więcej tego samego co opisałeś/łaś. Niemniej dziękuję za podpowiedź. Co do funduszu remontowego/inwestycyjnego taki istnieje, więc teoretycznie pieniądze na tą inwestycję powinny być. W praktyce najwidoczniej ich nie ma – stąd potrzebna zrzutka. Biorąc pod uwagę postawy mieszkańców (której reprezentantkę zacytowałam) składki nie będzie, ergo oświetlenia również. Tu temat mógłby się zakończyć, ale… Nie wiem czy zwróciłeś/łaś uwagę na trzy rzeczy, o których piszę. Po pierwsze, osiedle to jest aktualnie na niechlubnym pierwszym miejscu pod względem, nazwijmy to chuligaństwa (nie użyję słowa przestępstw, które choć się nadaje, moim zdaniem jest za mocne). Jak dla mnie jedynym logicznym powodem takiego stanu jest brak oświetlenia, co zresztą przyznał również dzielnicowy (w opisie wyżej nie ujęte, jak wiele innych rzeczy, które spowodowałyby, że tekst miałby trzy razy większą objętość). Zatem na sprawie powinno zależeć nie tylko mieszkańcom, ale również miastu, bo to ono ponosi koszty ciągłych napraw szkód. Zresztą miastu powinno zależeć również (a może przede wszystkim) na samym bezpieczeństwu mieszkańców. Skoro pojawia się temat monitoringu (którego koszty, jakby nie patrzeć, pokryłoby miasto) – rzeczy również kosztownej, a po zmroku w obecnym stanie bezsensownej – czemu zatem miasto nie jest skore kosztów tych przełożyć na oświetlenie? Druga rzecz – osiedle obok, jak już wspomniano, oświetlone latarniami drogowymi, choć żadna droga tamtędy nie przechodzi. Czyli jak widać, gdy jest potrzeba (bądź odpowiednie wsparcie), wyjście z sytuacji można znaleźć, mimo iż teoretycznie tam również koszty oświetlenia podwórka powinna ponieść wspólnota mieszkaniowa. Rzecz kolejna, sprawa zaczęła się od interwencji Pana Dyrektora szpitala. Zakładam więc, że człowiek ten (którego bardzo szanuję i uważam za jedną z najbardziej kompetentnych osób w tym mieście) jest świadom wszystkich mających miejsce aspektów, na które zwróciłeś/łaś uwagę, jednak mimo to o interwencję prosi nikogo innego tylko Radę Miasta. Zakładam ponownie, że skoro zwrócił się bezpośrednio do władz miasta, to sprawa bez problemu mogłaby być załatwiona przez miasto właśnie. Jednak myślę, że temat ostatecznie zamyka stan Sejn, w jakim aktualnie się znajdują, a który spowoduje, że o wszelkich dodatkowych inwestycjach możemy pomarzyć. Co do tematu, że inni mają gorzej, zdziwię Cię może, ale mam tego absolutną świadomość. Jednak tak jak piszesz, irytacja bierze górę, cieszę się, że chociaż spotkała się ze zrozumieniem. Odnośnie Twojej sytuacji, można by oczywiście dyskutować, co lepsze: płacić więcej i mieć wszystko z głowy, czy płacić mniej i żebrać o wymianę przepalonej żarówki na klatce. Jednak nie o tym jest temat. Piszesz, że ustawa uwłaszczeniowa w Sejnach „wchodziła w życie w wielkich bólach”. Biorąc pod uwagę sprawę, o której piszę, nie dziwię się temu. Pod pewnym względem była strzałem we własną piętę. Jeszcze raz dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam

Struna | 2011-10-16

Dużo pracy poświęciłaś na napisanie tego tekstu i widać, że czyniłaś to pod wpływem emocji. Kilka lat temu weszła w życie ustawa, różnie nazywana, tu nazwijmy ją uwłaszczeniową. Według tej ustawy mieszkańcy danego budynku wielorodzinnego powinni wykupić lokale oraz prawo do kawałków gruntu pod nimi i tym samym gremialnie stać się właścicielami nieruchomości. Na wykupienie ustawa dawała określony czas. Nawet jeśli nie wszyscy wykupili lokale, i część z nich nadal pozostaje własnością gminy/spółdzielni, administrator budynku, czyli gmina ( lub podległy jej zakład)/spółdzielnia nie jest już jego właścicielem. Może na życzenie mieszkańców być administratorem i zarządzać całością za opłatą. W Sejnach ustawa wchodziła w życie w wielkich bólach. Nie wiem, jak w Twoim bloku, ale w innych ludzie nie mogli pojąć, że odtąd muszą rządzić sami, składać się na remonty, pilnować pieców (jeśli mieli samodzielne ogrzewanie), powołać spośród siebie zarząd itp. Taka samodzielna grupa mieszkająca w danym bloku nazywa się wspólnotą mieszkaniową. Zmierzając do sedna: wszystko wskazuje na to, że Twój blok jest już (cały lub w części) uwłaszczony i "komunalna" zarządza nim tylko za opłatą. Stąd wnioskuję, że jeśli chcecie coś zrobić, zmienić, musicie zrobić zrzutkę i stąd właśnie taka a nie inna odpowiedź Zakładu. Nie wiem do końca jak jest u was z czynszem. Być może Zakład pobiera czynsz na opał itp. bez uwzględnienia kwot na takie cele, jak fundusz remontowy czy inwestycyjny. To musiałabyś ustalić sama. Na koniec - nie spodoba Ci się to, co napiszę. Na mieszkania w blokach dziś już exkomunalnych czeka w Sejnach 200 rodzin. Z pocałowaniem ręki wzięłyby mieszkania nawet w czarnej dziurze, a co dopiero w bloku bez latarni na podwórku. Ja w tej kolejce nie stoję, bo mam swój honor i nie wyciągam ręki po pół-darmowe kąski. Za to płacę w Spółdzielni czynsz powyżej 300 zł i od stycznia będę płacić jeszcze więcej. Dzięki temu mam latarnię i problemy załatwiane od ręki przez pracowników Spółdzielni. Myślę, że czasem trzeba umieć docenić to, co się ma, bo inni nie mają nawet połowy tego. Choć irytację rozumiem i trzymam kciuki, za to, żeby udało wam się zrobić zrzutę i latarnię zakupić. Pozdrawiam

Królik | 2011-10-15

Gdzie to? Parkowa 3-5?


Harcerstwo jest OK, też byłem harcerzem i dobrze to sobie wspominam.

~armax | Czytaj...
Ja z dzieciakami w lato gram tam w piłkę, \"kometkę\", przyjeżdżam rowerem, włażę na strzelnicę, fotki robię, też mam wiele wspom

~armax | Czytaj...
Nie zgodzę się, że Borek \'zamiera\'. Kilka lat temu skończyła się umowa na dzierżawę tego terenu od nadleśnictwa Pomorze. Miasto n

~Struna | Czytaj...
już nie zajrzę do portfela! :D muza fajna, wpada w ucho :)

~Ewelina | Czytaj...
Osoby online:
Tworzenie stron www.stronki.pl | stat4u